niedziela, 21 lutego 2016

Wyrok: publiczny lincz

Jak widzę ten cały lincz na tak zwane aŁtoreczki, to aż mi się niedobrze robi. Fakt, te osoby piszą źle, ale zazwyczaj są to ich początki z pisaniem, a wyśmiewanie się tak naprawdę do niczego  nie prowadzi.
Jezu.       


               
Tak pędzę ze sprawą — co jak co, ale pilną — a wiem, że może są osoby, które nie do końca siedzą w temacie, dlatego też, specjalnie dla was, śpieszę z wyjaśnieniami.

Pewnie zastanawiacie się, o co chodzi z aŁtoreczkami i co tam w ogóle robi to „Ł”. W świecie blogasków i Wattpada (swoją drogą całkiem polecam ten portal, mimo że klikanie w polecane opowieści, szczególnie w kategorii „Romans”, może doprowadzić do stałego uszkodzenia wzroku) mamy kilka rodzajów opowiadań:
  • bardzo złe;
  • złe;
  • dobre;
  • bardzo dobre (wbrew pozorom to wcale nie taki wymarły gatunek).
Te dwa pierwsze typy zazwyczaj skazywane są na publiczny lincz. Nikogo nie obchodzi, że konstruktywna krytyka byłaby lepszym rozwiązaniem.Dlaczego aŁtoreczka? To takie nawiązanie do ilości błędów, które robi twórca danego opka. 

Kiedyś popełniłam ten błąd i w dość… ostry sposób napisałam ów aŁtoreczce o tym, co sądzę na temat jej opowieści. Po opublikowaniu komentarza żałowałam, bo mogło ją to urazić.(To, że zwyzywała mnie i napisała, że gdyby ona napisała mi, co sądzi o moich posranych opowiadaniach, to bym się pewnie zesrała jest już inną sprawą).


ALE jest jedno ALE. Są zachowania (opowiadania), które trzeba tępić (co nie zwalnia nas z zachowania kultury słowa), gdyż w naszym cudownym internecie panuje jakaś dziwna moda na kazirodcze i pedofilskie opowiadania. Albo te z miliarderami, którzy jakoś dziwnie przypominają Greya. 
Kurde, to chore.


Ej, a wiecie, kto jest gorszy od aŁtoreczek?
Osoby, które je linczują (używam tego słowa już chyba osiemdziesiąty raz, ale YOLO). 

Jak zlinczować aŁtoreczkę: starter pack

MOŻE TROCHĘ PRZEGIĘŁAM
ALE W KOŃCU MÓJ KOMENTARZ BYŁ TAKI ZABAWNY

Poważnie? No ja bym się tak tym nie cieszyła. Czasem to całe naśmiewanie się i w sarkastyczny sposób pokazywanie błędów nie jest takie zabawne. Bo wiecie, można trafić też na kogoś ze słabszą psychiką czy coś, a wtedy nie jest tak całkiem wesoło. 

ZAKŁADAM OCENIALNIĘ PRAC
KTOŚ W KOŃCU MUSI POKAZAĆ AŁTORECZKOM, GDZIE JEST ICH MIEJSCE

Widziałam coś w tym guście około... dziesięciu razy? No, tak na oko. I na usta cisnęły mi się trzy pytania:

Primo: czy to już hejt? No bo, hej - nie trzeba od razu wyzywać i mieszać z błotem zarówno autora (czy też: aŁtora), jak i opowiadania.   

Secundo: jak czują się owe aŁtorki? Próbowałam postawić się na ich miejscu i... no cóż, znając życie, pewnie bym się podłamała.

Tertio: dlaczego wytykanie błędów musi się dziać w tak dziecinny sposób? Nie chciało mi się liczyć przekleństw w tych niektórych recenzjach, serio. Jeszcze rozumiem nutkę sarkazmu w niektórych miejscach, gdzie po prostu nie da się go nie wcisnąć, ale żeby cała notka napisana była w ten sposób? Argh.

Są też te dobre ocenialnie, które pokazują błędy, sugerują, jak można je zmienić, dają uwagi odnośnie tekstu itd. I to jest dobre. Gorzej, jeżeli w podsumowaniu napisze się Jest do dupy, rzuć pisanie, bo nas wszystkich tym pozabijasz


NIBY JA TEŻ ROBIĘ BŁĘDY W OCENIE TWOJEJ PRACY
ALE NO BEZ PRZESADY, ONE KAŻDEMU SIĘ ZDARZAJĄ

Zeusie, widzisz i nie grzmisz. Czy to już podpada pod hipokryzję? Jeszcze literówkę zrozumiem, ale no błagam, ortografia? To tak jakby uczyć kogoś jeździć na rowerze, mówiąc Idioto, jak jedziesz?! Patrz, tak to się robi! i jednoczenie się przewracając.

Nie róbcie tego. Serio. Nie bądźcie chamscy i nie wyzywajcie aŁtoreczek, a zwróćcie im uwagę, jeżeli już musicie mieć coś do powiedzenia w tej sprawie.


Aż dam tutaj mądry hasztag: #aŁtoreczkateżczłowiek (kij z tym, że to nie Facebook).



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka