Ktoś ostatnio rzucił we mnie słowami, że nie czytam fanfiction tylko
dlatego, że mam jakieś głupie uprzedzenia i uważam je za pójście na łatwiznę. No
cóż, to nie do końca tak wygląda.
Zacznę od tego, że naprawdę wystarcza mi to, co napisał autor i nie
odczuwam chęci czytania miliona alternatyw. Żeby nie było, próbowałam, ale
jakoś nie idzie mi czytanie fanfików. Choćby były nie wiadomo jak ciekawe,
jakimś dziwnym sposobem mnie nudzą. Ktoś powie, że to tylko kwestia mojego
podejścia, a ja nie zaprzeczę, bo może to i racja.
Pójście na łatwiznę, pójście na łatwiznę… Fakt, jakiś czas temu właśnie to
myślałam o fanfiction, ale moje zdanie trochę się zmieniło. Jasne, że to nadal „zapożyczenie”
świata przedstawionego i tak dalej, ale hej – piszesz inną historię, inne zdarzenia od
tych w pierwowzorze. Mimo to, proszę, nie zmieniaj bohatera o sto omsiędziesiąt stopni, bo to trochę bez sensu.
Co z
tego, że z fanfików nie ma zysku? A raczej zysku materialnego, bo i tak i tak z
każdym napisanym tekstem zdobywasz doświadczenie, a jeżeli decydujesz się na
udostępnienie swojej twórczości w internecie, to jeżeli twój fanfik jest dobry,
to dochodzą też czytelnicy, których komentarze motywują. Chociaż jeżeli piszesz
ff dotyczące życia członków zespołu 1D czy 5SOS i pozmieniasz sobie ich imiona to faktycznie, może i uda ci
się wydać te wypociny. Co nie zmienia faktu, że ja bym tego nie robiła.
Fanfików nie czytam, taki mój defekt. Jednocześnie mam świadomość, że nie jestem jedyna. Ale ten fakt nie powoduje, że ff nie można pisać.

Mam tak samo! Wszyscy teraz czytają fanfiki, a mnie ani trochę do nich nie ciągnie. Chociaż kiedyś pisałam fan-fiction do książek Riordana z przyjaciółkami, ale w sumie bazowałyśmy tylko na pomyśle i uniwersum, bo stworzyłyśmy własny obóz (w Polsce) i swoich bohaterów. Fanfik był, delikatnie mówiąc, słabiutki, a gdy teraz czytam swoje fragmenty, to nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać, ale ubaw miałyśmy niesamowity:) W każdym razie, wtedy miałam taką niewielką styczność z twórczością fanowską, jednak teraz ani nie piszę, ani nie czytam. Po prostu nie czuję potrzeby, fajnie, że ktoś lubi, jednak ja nie muszę się z tym zapoznawać;) Wystarczy mi wersja książkowa. Chyba, że jakiś fanfik jest naprawdę dobrze napisany, wtedy jak najbardziej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło!
P.
Och, ja również pisałam jakiś fanfik do książek Riordana, a zapisane kartki leżą jaszcze gdzieś na samym dnie szuflady. Pomysł rzuciłam, kiedy okazało się, że nie robię niczego innego i ff takich jak te jest setki.
UsuńRównież pozdrawiam! c:
Ja również nie czytam fanfików - jakoś nie mogę ich strawić. Akceptuję w sumie tylko one shoty z pomysłem, i to nie gwałcące kanonu. Nie jesteś sama ♥
OdpowiedzUsuńCzytałem kiedyś świetne fanfiki, których akcja rozgrywała się w świecie stworzonym przez Tolkiena. Fanfikami można nazwać też serię Pana Samochodzika, polski kryminał, który ma chyba najwięcej części ze wszystkich, a którego pisało naprawdę wielu świetnych autorów.
OdpowiedzUsuńFanfiki mogą być dobre, jednak często piszą je osoby, które pisać nie potrafią, bardzo często nawet nie początkujący autorzy, którzy rozwijają swój warsztat, ale trzynastolatki zafascynowane mangą i anime. Teksty ich autorstwa bardzo często nie reprezentują jakiegokolwiek poziomu, co wywołuje ogólną niechęć do fanfików.
Jeżeli jakieś uniwersum wciągnie mnie, to zdecydowanie bardziej od pisania fanfików wolę poprowadzić sesję RPG czy larpa w tym świecie.
Osobiście znam kilka naprawdę dobrych fanfików napisanych przez młodych autorów, także wolę nie wrzucać wszystkich do przysłowiowego jednego wora, ale - racja, zdecydowana większość jest... cóż, słaba. Tym bardziej ten odłam pisany przez osoby, które chcą zrealizować jakieś swoje fantazje z jednym z bohaterów.
Usuń